Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 920 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Witaj! Tu znajdziesz nowości i zapowiedzi płyt z muzyką klasyczną. Poczytaj mój blog, skomentuj i podziel się swoimi upodobaniami muzycznymi.

20th Century Fox: remake "Kleopatry"!

piątek, 01 kwietnia 2011 13:35

Wiadomość jest tak sensacyjna, że zdecydowałem się na off topic.

Z okazji pięćdziesiątej rocznicy premiery sławnej "Kleopatry" Mankiewicza (1963) Fox przygotowuje remake tego filmu. Wytwórnię zmotywowało dodatkowo niedawne odejście Elizabeth Taylor, której pamięci film będzie dedykowany. Premiera planowana jest na 2013 rok.

Zdjęcia próbne i kostiumowe zakończyły się sukcesem. Rolę Kleopatry (w poprzedniej wersji Liz Taylor) zagra Britney Spears. W rolę Marka Antoniusza (poprzednio Richard Burton) wcieli się seksowny James Franco.

"Oops! Britney killed Taylor again!" krzyczą dzisiejsze poranne brytyjskie tabloidy.

Zaś podekscytowana Britney w wywiadzie dla Oprah Winfrey mówi: "Od dziecka marzyłam o tej roli! Will Smith zagrał Mohameda Ali z sukcesem, a przecież ja jestem lepszą aktorką!"

Reżyserii podjął się Roland Emmerich. Muzykę skomponuje Elton John. Całością zajmie się kultowy francuski producent Herve Poisson d'Avril.

Zdjęcia z prób kostiumowych w załączeniu.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Europa Galante: jeszcze nowszy Vivaldi

środa, 23 marca 2011 9:52

 

Jeżeli, tuląc do łona z trudem zdobytego „Herkulesa nad Termodontem” (Virgin Classics 2010), jesteście przekonani, że macie najnowszy album Europa Galante – to jesteście w błędzie.

Na jeszcze nowszej płycie tego popularnego zespołu (premiera w kwietniu) jest także Vivaldi. Ale album zawiera muzykę czysto instrumentalną: do tego dobraną dosyć osobliwie.

O tym, że Fabio Biondi nagrał „La Stravaganza” wiedziałem już kilka tygodni temu. Od tego czasu całkowicie zmieniono okładkę płyty (na brzydszą, niestety). I wreszcie wyjaśniło się jakim cudem zmieszczono na jednej płycie cykl dwunastu koncertów.

Otóż nie jest to dwanaście koncertów. Prawdopodobnie z przyczyn marketingowych (bo trudno sobie wyobrazić inne) posłużono się piracką edycją „La Stravaganza” dokonaną przez Johna Walsha seniora*.

Czemu tak zrobiono? Przecież nie z powodu wybitnych walorów tej spiraconej edycji, która zawiera tylko pięć koncertów ze znanego cyklu oraz Koncert skrzypcowy RV 291 – dość podejrzanego pochodzenia. Do tej koncertowej sałaty wrzucono jeszcze, bez związku z tą edycją Walsha, Koncert RV 544 „Il Proteo”.

A zatem po co to kalekie nagranie? Czyżby dlatego, że po drogim albumie z operą Vivaldiego kolejne kosztowne wydanie kompletu „La Stravaganza” na dwóch płytach CD odstraszyłoby potencjalnych kupujących? Innego wytłumaczenia nie widzę.

Wzdychając melancholijnie nad repertuarem zespołu, który ma świetne koncerty, ale od dawna nagrywa „cienkie” płyty stawiamy kropkę i szukamy innych nowości.

*http://en.wikipedia.org/wiki/John_Walsh_(printer)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

"Burdelowa muzyka"

poniedziałek, 14 marca 2011 23:04

 

 

Rok Szostakowicza mamy dawno za sobą. Z początkiem 2006 roku na istniejącym wówczas czacie na stronie web firmy Deutsche Grammophon grupa osób zastanawiała się kto mógłby podjąć się ponownego nagrania kompletu symfonii DSCH.

Nagranie Haitinka z przełomu lat 70-tych i 80-tych było doskonałe, ale od jego dokonania minęło wiele lat, i zmieniła się nie tylko technika nagraniowa. Praktycznie wszyscy wskazali wówczas Bouleza, którego odkrywcze odczytanie Symfonii Mahlera mogło wiele obiecywać fanom Szostakowicza.

Mało kto przy wskazaniu „typa na dziś” zadał sobie wówczas pytanie czy Boulez takim projektem byłby w ogóle zainteresowany, i co ten zwykle rozmowny artysta myśli o DSCH.

Wkrótce czat zlikwidowano w ramach modernizacji strony DG. Przy okazji firma pozbyła się ze swojej strony licznych krytycznych opinii o jej polityce personalnej i repertuarowej.

Temat powrócił do mnie niedawno po kilku rozmowach ze znajomymi muzykami i wysłuchaniu DSCH w wersji Petrenki. Okazało się, że Boulez nigdy nie krył negatywnego stosunku do muzyki Szostakowicza. Wyznał: „Wysłuchałem (Pierwszego) Koncertu wiolonczelowego dwa razy w tym samym roku, i nie powiem, żebym się od tego rozchorował… ale nawet Czajkowski jest bardziej radykalny… Słyszałem Piątą Symfonię tu w Chicago kilka lat temu: to takie konwencjonalne. A Piętnasta Symfonia z tymi cytatami z Rossiniego: co za marne usprawiedliwienie braku wyobraźni… Jeśli mamy grać Szostakowicza to dlaczego nie Hindemitha?”

I jeszcze bardziej ogólnie, ale też o Szostakowiczu: „Są kompozytorzy, których nieistnienie nic by w muzyce nie zmieniło”.

Okrutne opinie Bouleza dotyczyły wielu współczesnych kompozytorów „tonalnych”, w tym Andre Joliveta i Messiaena, których znał osobiście. Symfonię „Turangalila” nazwał burdelową muzyką. Szostakowicza zaś, przeciwstawiając go Mahlerowi, uważał za kiepskiego epigona.

Ale w tej zaciekłej niechęci jest jeszcze coś zbyt osobistego. Moi rosyjscy znajomi ze środowiska muzycznego opowiedzieli, że podczas tournee BBC Symphony Orchestra z Boulezem po Związku Radzieckim doszło do spotkania obu panów.. i nie było między nimi chemii. Można się domyślić dlaczego. Pomysł pochodzi z książki biograficznej Krzysztofa Meyera o Szostakowiczu.

Otóż DSCH zawsze był bardzo ciekaw kompozycji odwiedzających go muzyków, i zawsze prosił o ich okazanie: dokładnie je przeglądał i komentował (tak też było w przypadku Meyera). A Boulez pokazał DSCH swoje kompozycje… Dalszego ciągu można się domyślać. DSCH odszedł. Uraza pozostała.

Stary Pierrot jednak zawsze potrafi czymś zaskoczyć. Niedawno nagrał Szymanowskiego, a teraz koncertuje z naprawdę straszliwym pagajem: „Mszą głagolicką” Janacka.

Kończąc odsyłam Was do nowego nagrania Petrenki. To DSCH 1&3. Jedynka – w porządku. „Trójka” to, parafrazując Bouleza, rewolucja w burdelu. Ale są szczęśliwie jeszcze późne symfonie DSCH. I niekoniecznie musimy się liczyć ze zdaniem Bouleza, choć o Symfoniach DSCH pod jego batutą trzeba ostatecznie zapomnieć.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kaprys hiszpański, czyli jak się pozbyć nawisu inflacyjnego

środa, 16 lutego 2011 0:33

‘W jakim celu jedzie Pani do Paryża?’ – zapytano Marlenę Dietrich w filmie „Kaprys hiszpański” Odpowiedź brzmiała: - ‘Dla przyjemności!’

Biorąc przykład z mojej kultowej gwiazdy filmowej spakowałem walizkę i po niedługiej podróży byłem już na miejscu.

Skoro już byłem na miejscu – postanowiłem odrobić słupki zadane mi przez komentatora poprzedniego wpisu o Rogerze Muraro: pójść na koncert artysty i spróbować zadać mu choć jedno pytanie.

Koncert miał miejsce w Theatre des Champs-Elysees 10 lutego, wieczorem. Nie była to zwykła publiczna premiera płyty „na żywo”, lecz recital zaczynający się od wyjątków z Lat Pielgrzymstwa, Rok Pierwszy: Szwajcaria (Liszt), po których artysta zagrał Images (1) Debussyego, aby zakończyć recital brawurową transkrypcją Symfonii Fantastycznej.

Publiczność przyjęła recital entuzjastycznie, jak wszystkie (niezbyt częste) występy Muraro. Mnie zaś udało się zadać artyście kilka pytań.

Jedna z odpowiedzi skierowana jest do mojego czytelnika, który przy poprzednim wpisie o Muraro napisał nieprzychylnie o jego interpretacji Prokofiewa. Pianista zapytany o Prokofiewa odpowiedział, że po publicznym wykonaniu 5 czy 6 lat temu III Koncertu fortepianowego oraz kilkukrotnym akompaniowaniu w Sonatach skrzypcowych uznał, że ten kompozytor nie jest w jego kluczu, i już do niego nie powracał. Zaś Sonaty fortepianowe Prokofiewa grywał jako student.

Ale nie recital Muraro, skądinąd znakomity, był powodem mojej podróży.

 

Otóż w dwa dni później miał miejsce, po długiej przerwie, triumfalny powrót Maxa Cencica do Paryża.

W tymże Theatre des Chaps-Elysees odbyło się koncertowe wykonanie „Teseo” Handla. Mój absolutnie ulubiony kontratenor (w roli tytułowej) był we wspaniałej formie, reszta solistów była znakomita, a dyrygujący całością Patrick Cohen (znany Wam jako skrzypek Il Seminario Musicale czy Les Arts Florissants) miał wreszcie okazję zaprezentować walory swojej barokowej orkiestry w wielkim operowym repertuarze barokowym.

Cencica nigdy dosyć, zwłaszcza dla osób, które kształciły swoje kontratenorowe gusty na nagraniach Gerarda Lesne’a. Więcej – ten głos coraz bardziej nabiera blasku i wirtuozerii. Aż by się go chciało posłuchać na płytach solowych… Ale nie tych dyktowanych przez wytwórnie fonograficzne, z ariami Handla czy innego Vivaldiego…

Mam na myśli piękne, dawne projekty Lesne’a z cyklami barokowych kantat przetykanych kameralną muzyką instrumentalną (patrz – kultowy album „Amarilli” Lesne’a z muzyką Bononciniego). Powiedziano mi, że na takie nagania „nie ma rynku”.

Na pytanie o Valeriano Pellegriniego – pierwszego wykonawcę roli Tezeusza, który był sopranem, Cencic wyjaśnił, że „barokowy męski sopran” niewiele ma wspólnego ze współczesnym pojęciem o tym głosie: w istocie był to głos o wysokości od niskiego sopranu do altu. Stwierdził też dumnie, że bez trudu śpiewa wszystkie partie Pellegriniego, w co łatwo uwierzyć, zważywszy głos szkolony już od dziecka.

Do Cencica jeszcze nie raz wrócę.

Dla wszystkich czytających – skan programu z „Teseo” z autografami wszystkich solistów i dyrygenta oraz gorąca wrzuta z France 3 z Maxem śpiewającym arię z „Serse” Handla na dorocznej uroczystości Victoires de la Musique (2011), 14 lutego czyli przedwczoraj.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Roger Muraro gra Symfonię Fantastyczną Berlioza

wtorek, 15 lutego 2011 21:25

 

Roger Muraro (rocznik 1959) znany jest przede wszystkim jako wykonawca kompletu muzyki fortepianowej Messiaena. Sam kompozytor gratulował mu interpretacji Vingt Regards sur l'Enfant-Jesus, chwaląc nie tylko technikę pianistyczną czy trafność odczytania intencji Messiaena, lecz umiejętnie przekazanie słuchaczowi zawartego przesłania wiary.

Artysta nagrał również komplet dzieł fortepianowych Ravela i dwa zdumiewające albumy chopinowskie: 8 Polonezów (1999) i recital z 2007 roku. Te dwa ostatnie polecam zwłaszcza fanom werdyktów jury naszych Konkursów Chopinowskich: z taką interpretacją nie przechodzi się co prawda przez eliminacje, ale za to zdobywa sławę.

Nowy album Rogera Muraro, wydany po 4 latach, to Symfonia Fantastyczna Berlioza w transkrypcji Liszta i wyjątki z Lat pielgrzymstwa; Rok Pierwszy: Szwajcaria.

Dotychczasowe płyty Muraro, tłoczone przez wytwórnię Accord, nie były dostępne w Polsce. Właściwie nie można ich było kupić nigdzie poza Francją lub miastami objętymi siecią sklepów Fnac. Tutejsi fani sprowadzali je dzięki sklepom internetowym.

Nową płytę wydała francuska Decca. Jest więc nadzieja na normalną, światową dystrybucję albumu.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Max i Żarówka

wtorek, 01 lutego 2011 9:21

Wszystko pewnie ułożyłoby się inaczej, gdyby na castingu do nagrania „Sedecii” Scarlattiego (1999) nie pojawił się świeżo debiutujący Jaroussky (dalej nazywany przeze mnie Żarówką) tylko Max Cencic. Tak się jednak nie stało i palec wpływowego wówczas Gerarda Lesne’a wskazał Żarówkę, wyświęcając go na kolejnego kontratenora wszechczasów.

Pojawił się kontrakt z Virgin Classics, światowa dystrybucja płyt i pompowana przez francuskie media (zwłaszcza na początku) sława.

W momencie debiutu Żarówki Max Cencic miał już spory dorobek koncertowy i płytowy: na początku jako chłopię w Wiener Sängerknaben (nagrania dla Philipsa z przełomu lat 80-tych i 90-tych), potem jako sopran, a od 2001 roku jako alt. O ile kariera sceniczna Maxa zawsze była usłana różami, to fonograficzna rozwija się bardzo powoli. Moim zdaniem winny jest tu niefortunny kontrakt z Virgin Classics, gdzie artystę, pomimo wybitnych walorów wokalnych, sadowi się zawsze na dalszych miejscach, rezerwując wyściełany fotel dla Żarówki: marnej repliki Jamesa Bowmana.

Żyjemy w okropnych czasach, kiedy to na nowego Toscaniniego kreuje się Gustavo Dudamela (a zwalnia się z kontraktu np. Gardinera czy Hogwooda, czy też banuje zdolnego Christiana Thielemanna). W tym przypadku spóźnionego falsecistę (Żarówa doszedł do wniosku, że będzie z niego kontratenor w 1996 roku, gdy Max miał już za sobą sporo nagrań) wypycha się na podium kosztem prawdziwego talentu. Słuchając Żarówki zawsze zadaję sobie pytanie co ludzie w nim widzą: głos ma brzydką barwę, w nagraniach unika się legato (co obnażyłoby niedostatki techniczne i krótki oddech śpiewaka; w ogóle ma on problemy z appoggio), a Żarówka na scenie to już kompletna mizeria i wypranie z talentu aktorskiego. Ot: pop-falsecista...

Ja akurat znam przynajmniej jeden powód rzucania Maxowi kłód pod nogi. Wiem, ale nie powiem :P

Trzeba zatem poczekać aż Żarówka schrypnie (oby jak najszybciej), a do Maxa zadzwoni bogaty i wpływowy Universal (raz już zadzwonił, wyrywając go z letargu na Virgin Classics do jednego nagrania z Venice Baroque Orchestra).

Tymczasem trzymam za Cencica kciuki i lecę na „Teseo” Handla do Paryża (Theatre des Chaps-Elysees, luty 2011). Ciekaw jestem jak Max da sobie radę z ariami tej opery, które kiedyś mógł zaśpiewać tylko emerytowany już Derek Lee Ragin.

Edt.: prostuję, Max śpiewa partię tytułową (Teseo), zaś Derek Lee Ragin śpiewał partię Egea (z nieprawdopodobnie trudną arią). To ciekawe, gdyż rolę tytułową na prapremierze wykonywał Pellegrini (sopran), zaś Max już od dawna sopranem nie śpiewa. Sprawdzę i jeszcze coś o tym napiszę...

Potem - próby do "Orlanda" Vivaldiego, również w Paryżu (premiera w Nicei).

Teraz część artystyczna:

Na początek Max jako chłopię:)

 

Teraz Max wzruszający, ze swojej najlepszej płyty.

 

  

Parę słów o "Ezio" Glucka. Prezentuję tu operę w jej pierwotnej wersji z roku 1750 (wersja praska). Opisuje ona konflikt między Ezio (czyli Aecjuszem) a podstępnym Massimo: konflikt między miłością a obowiązkiem, czyli rzecz typową dla Metastasia. Nad całością czujnie czuwa cesarz Walentynian III (Max Cencic), obdarowując wszystkich przepięknymi ariami. W wersji z 1750 roku teoretycznie nie musieli już śpiewać kastraci: zastępowano ich powoli (poza Italią i Hiszpanią) głosami kobiecymi. W tym nagraniu mamy jednak dwóch kontratenorów (drugi to Matthias Rexroth), co może historycznie nie jest superpoprawne, ale bardzo miłe dla ucha.

Późne opery Glucka są powszechnie znane. Teraz sięga się do jego wczesnych oper widząc w nich wiele piękna i wcale nie tak dużo konwencjonalności cechującej ówczesną operę włoską.

A resztę, Kochani, znajdziecie w internecie....

Aha! A gdybyście tę arię chcieli sobie pośpiewać - oto nietrudne słowa:

 

Se tu la reggi al volo

su la tarpea pendice

l'aquila vincitrice

sempre tornar vedrò.

Breve sarà per lei

tutto il cammin del sole

e allora i regni miei

col ciel dividerò.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wasilij i DSCH 8&10

czwartek, 27 stycznia 2011 12:24

 

Kariera Wasyla Petrenki przypomina tę, sprzed lat, karierę Simona Rattle’a: obaj w podobnym wieku zdobywali światowy rozgłos. Oby jednak obecny sukces międzynarodowy młodego Rosjanina na angielskiej prowincji nie przeistoczył się w zgnuśniałą nudę i rutyniarstwo obecnego szefa orkiestry w Berlinie.

Każdy występ Petrenki to wydarzenie. Jego interpretacje muzyki Mahlera budzą zachwyt (czekamy na nagrania). Jego kontynuowany cykl Symfonii Szostakowicza budzi podziw i każda płyta jest nagradzana.

Aż dziw, że w Polsce jest on praktycznie nieznany. Tu jednak pragnę przypomnieć, że podobnie było z Rattlem na początku jego kariery.

Nowa płyta Petrenki to X Szostakowicza: bezbłędna interpretacyjnie w każdym takcie… Ponadto, podobnie jak większość albumów artysty, jest wydana przez wytwórnię Naxos, której niedrogie płyty nie nadszarpują nawet skromnego budżetu.

Ale ja nie o tym…

Młody dyrygent ze swą orkiestrą z Liverpoolu nagrał już m.in. „Ósmą” DSCH, przy której zupełnie miękną kolana. Analitycznie oddano tu istotę dzieła, które bynajmniej nie jest o wojnie i jej okrucieństwach, lecz o koszmarze życia i zmiażdżeniu jednostki. Czuje się to zwłaszcza w spektakularnej części trzeciej. Finał zaś budzi głęboki szok estetyczny: rzadko kiedy spotyka się równie sugestywne opisanie bezradności i beznadziei bez wyjścia.

Teraz o nowo wydanej „Dziesiątej”:

Ta płyta może być chlubą nawet najwspanialszej kolekcji! Streścić to można w dwóch słowach: analityczność i pasja. I gaz do dechy. Napięcie i intensywność nasilają się z każdą minutą aż do spektakularnego finału z triumfalnym DSCH.

Wspaniałe! Brak słów.

 

 

Dla zainteresowanych świeża dostawa z Liverpoolu.

Następne, przygotowywane nagranie Petrenki, na razie w wersji video:

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Striggio z bitą śmietaną

środa, 26 stycznia 2011 0:57

Albo jestem w błędzie, albo Wielki Wódz - pracowicie komentujący moje komentarze to fan tego blogu (patrz Mork i CPE Bach). Życzył sobie ostatnio czegoś niebanalnego i dawnego. Oto sławna msza Striggio na zwykle pozbawionej wyobraźni Decce. W finale (Agnus Dei) - pięć dwunastogłosowych chórów! Premiera w marcu/kwietniu 2011.

Ja wiem, że wielki Wódz wie. Ale gdyby ktoś nie wiedział: http://en.wikipedia.org/wiki/Alessandro_Striggio

A oto link do obszernego artykułu opisującego to jedno z największych odkryć muzykologicznych naszych czasów:

http://en.wikipedia.org/wiki/Missa_sopra_Ecco_s%C3%AC_beato_giorno


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Kolejna odsłona Grety Garbo

wtorek, 25 stycznia 2011 10:04

Nasza pianistyczna Greta Garbo wydaje po paru latach nową płytę dla mas. Wszyscy będą pędzić do sklepów płytowych łamiąc sobie nogi, a serwery płytowych firm dystrybucyjnych wyplują tranzystory i zawieszą się na zawsze.

Ale ta wiosenna premiera wcale jeszcze nie jest pewna... Album jest anonsowany od dość dawna, a data wydania ciągle przesuwana. Artysta bowiem ma zwyczaj miesiącami wstawiać przecinki do swych nagrań: tak było kiedyś z Koncertami Ravela (dyrygował Boulez), których data wydania zmieniała się przez niemal rok.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Harnoncourt: komentarz w biegu...

wtorek, 25 stycznia 2011 8:23

Dla umierających z ciekawości jaką to nową płytę i kiedy wyda Harnoncourt - lapidarnie:   z Concentus Musicus nagra znane i nieznane walce wiedeńskie. Wiosną 2012 roku!

Do tego czasu pewnie wyda jakiegoś pawia na Sony Masterworks/RCA. Jeśli będziecie chcieli - napiszę i o tym.

EDIT: Dziś otrzymałem pachnący liścik od Sony.de. Własciwie nie był to "pachnący liścik" tylko śmierdzący i niegrzeczny mail. Otóż ŻADNYCH NAGRAŃ Harnoncourta nie będzie do wiosny 2012. Zapytacie mnie dlaczego nie zapytałem Sony Music Poland. Otóż lepszy śmierdzący mail niż zero informacji i kompletna impregnacja.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

sobota, 22 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  19 904  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Blog Jana Hryniewicza o muzyce klasycznej: dawnej i całkiem niedawnej.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 19904
Wpisy
  • liczba: 39
  • komentarze: 184
Galerie
  • komentarze: 0
Bloog istnieje od: 2581 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl